Pochwała nieporządku i porządek nieładu
![]() |
Pierwszy
post powinien być specjalny. Dopracowany, przemyślany, celowy, zgodny z planem.
Wytyczający kierunek, wskazujący na najważniejsze zagadnienia. Pełen zdecydowania i woli układania świata na nowo. I ten
właśnie taki nie będzie. Bo naszym wspólnym doświadczeniem nie jest ład, lecz jego przeciwieństwo. Nieład jest normą, porządek - próbą ujarzmiania natury.
Bo i dlaczego miałby być...? Bez przerwy coś układamy. Porządkujemy, hierarchizujemy. Po co? Aby cieszyć się złudzeniem sprawowania kontroli nad własnym istnieniem. Żeby zaprzeczyć jego nieprzewidywalności. Stworzyć iluzję: obraz życia jako uporządkowanego ciągu zdarzeń, najlepiej zgodnych z opracowanym przez nas planem. Tylko kto tak żyje? Komukolwiek się udało...?
Pozorna kontrola
Życie
składa się z niekontrolowanych rozbłysków. Jedne ledwie dostrzegamy,
inne nas oślepiają. Każdy ma znaczenie. Nie tworzą jednak biblioteczki
łatwej do skatalogowania i ułożenia na półkach: "Tu podręczniki
zawodowe, tam kryminały, obok nich trochę fantasy - a poradniki
psychologiczne tu z boku... Tak, to właściwa kolejność...". Nad życiem
'zapanować' możemy tylko godząc się z jego nieprzewidywalnością.
Niemoc porządkowania
Tak samo jest z myślami, które stadami mkną przez nasze głowy. Z wrażeniami, emocjami, zdumieniami. Z rozczarowaniem, które zawsze objawia się niespodziewanie. Z radością, także chętnie nas zaskakującą. Porządek, który lubimy sobie wyobrażać - jest tylko złudzeniem. Parawanem, za którym wszystkie ciuchy leżą porozrzucane. I choć poukładamy je w przypływie determinacji, znowu się rozpełzną.
Zmienność i zrozumienie
Nie jesteśmy uporządkowani. Nic w nas nie układa się w zwarte, logiczne historie. Doświadczamy zmian. Nieustannych, bo zmiana wpisana jest w nasze losy tak trwale jak finalizująca życie śmierć. Nie o porządek warto więc zabiegać, lecz o zrozumienie. Zdolność dostrzegania, umiejętność słuchania. Czasem radość wyciągania wniosków. Zrozumienie akceptuje i buduje akceptację: dla życia, dla ludzi, dla samych siebie.
Kto ma nas akceptować?
A właśnie tego potrzebujemy bardziej niż przedmiotu naszych marzeń. Bo marzenia na ogół mają pozwolić nam poczuć się lepszą wersją siebie. Lepszą od innych, dodajmy gorzko. Nie od siebie samych. Marzymy o tym, co nas wyniesie, wyróżni, postawi w blasku różnych form... zewnętrznej akceptacji. Tylko czy naprawdę to jest najważniejsze? Aby inni nas doceniali, akceptowali, hołubili? A gdzie nasza samoakceptacja...?
Jak zbudować dom?
To kolejny dowód na brak porządku: próbujemy budować dom od dachu, a nie od fundamentów. W ułudzie dążeń i pragnień, w zabiegach o uznanie, zatracamy się jakoś dziwnie, wpadamy w letarg, budzimy zbyt późno... Może więc lepiej niczego nie planować z tak przesadnym zaangażowaniem? Może lepiej uczyć się życia realnego, nieprzewidywalnego, akceptowanego w swej zmienności i nieładzie...?
Tu też tak będzie - bezładnie, nie-ładnie, jak w życiu. Raz o tym, raz o tamtym. Bo w nieładzie tkwi siła różnorodności. Esencja życia poddanego kontroli przypadku.
W nieładzie tkwi moc twórcza. W pragnieniu sprawowania kontroli - tylko lęk... (Photo by Cristina Gottardi on Unsplash)

Komentarze
Prześlij komentarz
Jeśli chcesz skomentować, musisz się pogodzić z nietypowymi zasadami.
Pierwsza: wszystkie komentarze są moderowane - nie lubię linków kierujących do obcych stron, nie akceptuję obrażania komentujących przez inne osoby zamieszczające komentarze. Zaczekaj cierpliwie na pojawienie się komentarza. Albo nie pisz, jeśli nie odpowiada Ci się, że dbam o higienę dyskusji.
Druga: podoba Ci się to czy nie, to ja prowadzę tę stronę. I to ja decyduję, jak ona wygląda oraz jak brzmią teksty. Możesz krytykować, nie przeszkadza mi taka reakcja, jak długo robisz to względnie przyzwoicie. Ale nie licz na skuteczność prób wymuszenia na mnie zmian, z którymi sam bym się nie zgadzał. Chcesz, aby było inaczej...? Mogę Ci pomóc założyć Twój własny blog.
Trzecia: wchodzisz właśnie do cudzego domu - i bynajmniej nie jest to dom publiczny, choć pozostaje otwarty. Przygotuj się więc na to, że gdy rzucisz zabłocone obuwie na środek salonu, gospodarz wymownie oraz stanowczo zwróci Ci na to uwagę.
Czwarta: nic mi nie dajesz, nie przynosisz żadnego podarunku. Wielu mniej doświadczonych użytkowników sieci uważa, że samą swoją obecnością na tej lub innej stronie gratyfikują jej autora. To błędne założenie. Nie sięgasz do kieszeni, aby zapłacić za prenumeratę, pozostaw zatem w kieszeni swoje ewentualne roszczenia. Na uwagi typu: "Jak nie będzie tak jak chcę, to pójdę gdzie indziej" moja odpowiedź zawsze będzie brzmieć tak samo: "Szerokiej drogi, Przyjacielu".
Piąta (i ostatnia): masz pełne i niepodważalne prawo nie zgadzać się ze mną, zachować własne zdanie, całkowicie odrzucić moje uwagi i wyrażone przekonania. Dla mnie to oczywiste, nie jestem aż tak nierozsądny, by przypisywać sobie choćby namiastkę mądrości. Jeżeli jednak dzielisz się swoją opinią, bądź gotów na to, że i ja się nią podzielę. Ty nie masz obowiązku przychylnie traktować moich słów. Ja nie mam obowiązku wysmarowywać się dla Ciebie wazeliną. Zachowajmy szacunek dla naszych indywidualnych praw. Nawet gdy nasze opinie będą w kategorycznej opozycji względem siebie.
PS Czasami i od lat zdarza się, że ktoś zwraca mi uwagę na kategoryczny ton wypowiedzi. Faktycznie, bywa taki. Przypadłość nauczyciela, szkoleniowca i człowieka, który mówi lub pisze tylko wtedy, gdy wreszcie zdołał samego siebie przekonać, że jego słowa mają względny sens. Natomiast z całą mocą pragnę podkreślić, że ten ton nie oznacza braku szacunku dla rozmówcy. Jeśli mnie znasz, to wiesz. Jeśli nie znasz, możesz tylko uwierzyć. Lub nie.