Pochwała nieporządku i porządek nieładu

Photo by Cristina Gottardi on Unsplash


Pierwszy post powinien być specjalny. Dopracowany, przemyślany, celowy, zgodny z planem. Wytyczający kierunek, wskazujący na najważniejsze zagadnienia. Pełen zdecydowania i woli układania świata na nowo. I ten właśnie taki nie będzie. Bo naszym wspólnym doświadczeniem nie jest ład, lecz jego przeciwieństwo. Nieład jest normą, porządek - próbą ujarzmiania natury.

 

Bo i dlaczego miałby być...? Bez przerwy coś układamy. Porządkujemy, hierarchizujemy. Po co? Aby cieszyć się złudzeniem sprawowania kontroli nad własnym istnieniem. Żeby zaprzeczyć jego nieprzewidywalności. Stworzyć iluzję: obraz życia jako uporządkowanego ciągu zdarzeń, najlepiej zgodnych z opracowanym przez nas planem. Tylko kto tak żyje? Komukolwiek się udało...?


Pozorna kontrola

Życie składa się z niekontrolowanych rozbłysków. Jedne ledwie dostrzegamy, inne nas oślepiają. Każdy ma znaczenie. Nie tworzą jednak biblioteczki łatwej do skatalogowania i ułożenia na półkach: "Tu podręczniki zawodowe, tam kryminały, obok nich trochę fantasy - a poradniki psychologiczne tu z boku... Tak, to właściwa kolejność...". Nad życiem 'zapanować' możemy tylko godząc się z jego nieprzewidywalnością.


Niemoc porządkowania

Tak samo jest z myślami, które stadami mkną przez nasze głowy. Z wrażeniami, emocjami, zdumieniami. Z rozczarowaniem, które zawsze objawia się niespodziewanie. Z radością, także chętnie nas zaskakującą. Porządek, który lubimy sobie wyobrażać - jest tylko złudzeniem. Parawanem, za którym wszystkie ciuchy leżą porozrzucane. I choć poukładamy je w przypływie determinacji, znowu się rozpełzną.


Zmienność i zrozumienie

Nie jesteśmy uporządkowani. Nic w nas nie układa się w zwarte, logiczne historie. Doświadczamy zmian. Nieustannych, bo zmiana wpisana jest w nasze losy tak trwale jak finalizująca życie śmierć. Nie o porządek warto więc zabiegać, lecz o zrozumienie. Zdolność dostrzegania, umiejętność słuchania. Czasem radość wyciągania wniosków. Zrozumienie akceptuje i buduje akceptację: dla życia, dla ludzi, dla samych siebie.


Kto ma nas akceptować?

A właśnie tego potrzebujemy bardziej niż przedmiotu naszych marzeń. Bo marzenia na ogół mają pozwolić nam poczuć się lepszą wersją siebie. Lepszą od innych, dodajmy gorzko. Nie od siebie samych. Marzymy o tym, co nas wyniesie, wyróżni, postawi w blasku różnych form... zewnętrznej akceptacji. Tylko czy naprawdę to jest najważniejsze? Aby inni nas doceniali, akceptowali, hołubili? A gdzie nasza samoakceptacja...?


Jak zbudować dom?

To kolejny dowód na brak porządku: próbujemy budować dom od dachu, a nie od fundamentów. W ułudzie dążeń i pragnień, w zabiegach o uznanie, zatracamy się jakoś dziwnie, wpadamy w letarg, budzimy zbyt późno... Może więc lepiej niczego nie planować z tak przesadnym zaangażowaniem? Może lepiej uczyć się życia realnego, nieprzewidywalnego, akceptowanego w swej zmienności i nieładzie...?


Tu też tak będzie - bezładnie, nie-ładnie, jak w życiu. Raz o tym, raz o tamtym. Bo w nieładzie tkwi siła różnorodności. Esencja życia poddanego kontroli przypadku.

 

W nieładzie tkwi moc twórcza. W pragnieniu sprawowania kontroli - tylko lęk... (Photo by Cristina Gottardi on Unsplash)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gdy pokolenie "Bravo Girl" zakłada "Wysokie obcasy"

Krytyka nie motywuje, tak jak bicie nie wychowuje